Z Belorado wyszedłem rano o 6.30 . Z rana jest dość zimno. Dopiero gdy wzejdzie słońce robi sie ciepło. Ranek był pochmurny i zdawało sie, ze będzie padać. Ale ok. 10.00 wyszło słońce i niebo zrobiło się bezchmurne. W drodze chyba św. Jakub dał pstryczka w nos za wczorajsze nauki o dobrej kondycji. Gdy było bardzo ostre i długie podejście (były ich dzisiaj dwa) i szło mi się bardzo dobrze. Aż tu nagle, niespodziewanie wyprzedza mnie pielgrzym z plecakiem na plecach i gitarą pod pachą - biegnąc, tak biegnąc - jakby było z górki. Byłem tak oszołomiony, ze nie zdążyłem wyjąć aparatu, aby zrobić zdjęcie. Ten gość jest na jednym z wcześniejszych zdjęć z gitarą i hipisem. No, czapka z głowy. Pomyślałem: Św. Jakub powiedział ci: musisz jeszcze trochę poćwiczyć. Chyba tak.
Dziś zamierzałem iść do Ages, ale 3.5 km. przed miastem natrafiłem na tak majestatyczne opactwo z Albergue, że postanowiłem dziś tu przenocować.
San Juan de Ortega to osada, która została zbudowana przy hospicjum dla pielgrzymów przez św. pustelnika w XII w. San Juan de Ortega zmarł w opinii świętości i jego ciało spoczywa w krypcie kościoła. Miejsce niezwykle mistyczne więc wieczór spędzony tu nie będzie straconym. Lepiej w tej mistycznej ciszy niż w miejskim zgiełku i bezmyślnym hałasie.
To chyba na dziś tyle. Tylko jeszcze może małe podsumowanie w oparciu o dane z aplikacji telefonu.
Do tej pory od 16.08.2021 r przeszedłem:
325,83 km.
261 494 kroków.
Czyli wynika z tego, ze do Santiago de Compostela pozostało juz tylko ok. 540 km.
Pocieszające!!!!!
A z tym Gościem, który mi w niedzielne południe przysyła zdjęcie z talerzem rosołu, to ja sobie porozmawiam po powrocie. Niech sie przygotuje na męską rozmowę !!!! :)