Dziś wyruszyłem o 6:30 z Carion de los Condes bez konkretnego planu gdzie dziś się zatrzymam, ale plany ułożyło życie. Po ok 17 km., gdy dotarłem do Calzadilla de la Cueza wydarzyło się dokładnie to o czym wczoraj pisalem. W miasteczku na asfalcie zółtych strzałek było wiele. W lewo, w prawo, prosto. A wszystko przez włascicieli barów, bo każdy chce aby pielgrzymi przyszli do niego. I tak było. Skręciłem w lewo i zawitałem do baru. Coś zjadłem, coś się napiłem i troche odpocząłem. A potem poszedłem drogą, która wydawała się tą. Po pewnym czasie zorientowałem się, że nie widać żadnych znaków. Zaniepokojony szedłem dalej wypatrując jakiegoś znaku. Okreżną drogą wróciłem do asfaltowej drogi przez którą pewien czas mieliśmy iść, ale znaków żadnych. Próbowałem zatrzymać i jakiś jeden czy drugi samochód. Ale nikt się nie chciał zatrzymać. Aż dopiero przjeżdżający rowerzysta powiedział, ku memu zaskoczenie, że to w drugą stronę. I tak kilka kilometrów i godzinka w plecy. A dzień wcześniej tak się mądrzyłem. Ale nauka nie poszła las. Zawróciłem. Zły, ale zawróciłem. Zrobiłem dziś 30 km. I zatrzymałem się w Ledigos Mila Albergue. Ale zatrzymałem się też z rozsądku, bo choć szło się dobrze to jednak zacząłem odczuwać lekkie bóle stóp. Mam nadzieję, że jutro wszystko będzie ok. No i zaczyna się robić upalnie. Zobaczymy co dalej. Dziś nie zrobiłem wiele zdjęć. Do tej pory też niewiele. ok. 3500. Niech to na dziś wystarczy. Buen Camino.
"Dobry Boże!!! Jak ja Księdzu zazdroszczę!!! Całe szczęście, że mamy takiego kreatywnego Proboszcza, dzięki któremu możemy dużo zobaczyć, dowiedzieć się, i duchowo pielgrzymować. Wodzić palcem po mapie. Modlimy się, aby Św. Jakub opiekował się Księdzem w tej trudnej, ale jakże pięknej drodze. Drogi Ksieże! Prosimy o modlitwe szczególnie za nasze dzieci i wnuki. Pozdrawiamy! Z Panem Bogiem! Buen Camino!!!"