Witam z Astorga. Nie wiem co dziś napiszę, bo jestem skonany. Chyba tak jak w pierwszym dniu, a może i gorzej. Wydawało się, żę prosto i łatwo dziś będzie. Okazało się długo i niełatwo. Niby nic, ale wyszło prawie 33 km. I długo oraz mocno pod górę. Kondycja bardzo dobra, ale wysiłek robi swoje. Wyszedłem rano o 7.00, dotarłem o 17.00. Dobra to tyle. Wszystko jest o.k. Rano będę rześki jak skowronek. To już tak jest.
Własnie przechodzą obok mnie - młodzież ze Stanów - i pozdrawiają uśmiechając się i kiwając łapkami. Dwie dziewczyny i dwóch chłopaków. Już po studiach. Przylecieli z Seattle przez Nowy Jork do Madrytu. Stamtąd do Leon gdzie przedwczoraj rozpoczęli swoje Camino. A spotkaliśmy się w kościele do którego szybko przybiegli dowiedziawszy się, ęe jest jakiś ksiądz i będzie odprawiał msze św. Msza św. trochę po hiszpańsku, trochę po angielsku i trochę po polsku. We wszystkich językach duży problem. Niewiele widzę. Okulary w Burgos.
Przepraszam przysiadł się Gość ze Szwajcarii i nie wypada powiedzieć, że jestem zajęty. Jutro dopiszę.
Buen Camino