Jestem w Villafranca del Bierzo. Pada. Jak szedłem do 17.00, nie padało. Od 18.00, pada. To tereny górzyste więc pogoda szybko się zmienia. Mam nadzieję, że jutro padać nie będzie.
Pierwsza dobra wiadomość. Widzęęęęęęęę!!!!. Rano ok. 8.00 idę przez Ponferrade. Patrzę, apteka, otwarta, nikogo nie ma - więc za radą P. Niny - wchodzę. Patrzę, jest jakaś kolekcja okularów. Przymierzam i co: widzę!!!, widzę. Więc Pani wkłada do futeraliku, place i wychodzę szczęśliwy. Oj, namęczyłem sie przez ostatnie dwa tygodnie. Pierwsze co robię to zerkam na mapę, aby stwierdzić czy od dwóch tygodni idę we właściwym kierunku. Żeby się nie okazało, że założę okulary i zobaczę przed sobą znak - KASZEWICE 15 km.
Ale chyba dobrze. Jest znak -SANTIAGO DE COMPOSTELA 210 km. No to ulga.
Dzisiejszy etap taki sobie. Trochę górek, trochę zejść. I miał być dość krótki ok. 24 km. Ale w pierwszym barze gdzie się zatrzymałem uradowany okularami, zostawiłem "drugie nogi" - kijki. Uszedłem ze dwa kilometry cos mi brakuje. No tak - kijki w barze. Wiec wracam się. Widzę uśmiechniętego przyjaciela ze Szwajcarii, który idzie za mną jakieś 200 m i krzyczy: Ej, Father, Santiago nie w te stronę. Żartuj sobie, żartuj. I tak 4 km. w plecy. Zatem dziś zamiast 24; 28 km. Dla zdrowia. Poza tym wszystko jak co dzień. Idzie się, idzie, patrzy, a tu coraz mniej do Santiago. Po południu pękło 200. Juz nie ma 200 - tylko 191km, a nawet mniej. Widoki piękne, znów hektary winorośli i winnic. To region winiarski Bierzo. Można wstąpić do winiarni na degustacje. Ale tym razem juz nie gratis.
Co do wczorajszego Menu to jeszcze bym dopisał:
czarnina z domowym makaronem
krupnik na żeberkach
truskawkowa z makaronem
No i może niech wystarczy.
Chyba starczy na dziś.
Buen Camino.
P.S. Pamiętam w modlitwie o zmarłym Pensjonariuszu Domu Seniora ś.p. Janusz Bogdan Zielak. Proszę dla Niego o łaskę Nieba.