Buen Camino. Uff wreszcie dotarłem. Jest 18.15, a wyszedłem przed 8.00. Wyruszyłem z Pintin przez Sarria do Portomarin. W Morgade przekazałem kolejną setkę. 100 km. do Santiago de Compostela.
I tu pojawia sie mały problem, który musze dobrze przemyśleć. Myślę, że po takim czasie wspólnego wędrowania mogę Wam nakreślić swoje końcowe plany, bo sądze, że stanowimy już dość zgrana Wspólnotę. Jak często podkreślają - razem pielgrzymujący do Św. Jakuba Apostoła.
Otóż w tych dniach nakreśla mi się już konkretny plan ostatniej cześci pielgrzymowania. Kilka dni temu zarezerwowałem bilet lotniczy powrotny z Porto do Warszawy Modlin na 28 września. Linią Wizzair wylecę o 15.25 z Porto. W Warszawie Modlin będę o godz. 20.10. Z poniedziałku na wtorek mam nocleg w Porto. Problem nie polega z Santiago de Compostela tylko z przylądkiem Fisterry. Pielgrzymka Camino kończy się w Santiago. Tam otrzymuje się zaświadczenie odbycia pielgrzymki na podstawie paszportu pielgrzyma z zebranymi pieczątkami dokumentującymi miejsca które się przeszło. Wielu pielgrzymów udaje się na Fisterra - przylądek nad Oceanem Atlantyckim, który kiedyś, zanim odkryto Amerykę uważano za koniec świata. Po prostu sądzono, że dalej jest tylko "wielka woda" i nic więcej. Żeby dojść pieszo z Santiago de Compostela potrzeba na to trzech dobrych dni. I tu jest problem. Brakuje mi dnia lub dwóch. Nie mogę już zmienić daty lotu. Więc myślę nad tym intensywnie, jakie znaleźć rozwiązanie. Oczywiście, zdecydowana wiekszość pielgrzymów udaje się tam autobusem. Ale jakoś mi to nie pasuje. Kondycyjne nie ma żadnego problemu. Chodzi tylko o czas. Czas pokaże jak to sie ułoży. Pożyjemy zobaczymy.
W Santiago planuję być we wtorek lub w środę.
To tyle bo dziś zwariowany dzień.
Buen Camino.