Dziś dotarłem do Pampeluny - miasta, które słynie z gonitwy byków. Zostane tu na jutro bo szkoda tu być i nie przyjrzeć się bliżej temu miastu. Tu już jest problem z noclegiem. Wszystkie Albergi zajęte. Pielgrzymów coraz więcej i wszyscy spieszą, aby zdobyć miejsce w Alberge albo rezerwują wcześniej. Ja nie gonie i nie zamawiam wcześniej - zupełnie świadomie. Poradziłem sobie inaczej.
Odnosnie czuwania Św. Jakuba. Na pielgrzymkę zabiera się z domu kamień, który jest symbolem naszych grzechów. W połowie drogi z Rabanal del Camino do Ponferrady znajduje sie słynny krzyż, przy którym pielgrzymi zwyczajowo zostawiają kamyk zabrany spod swojego domu. Jest to najwyższy punkt na Camino de Frances. Znajduje się na wysokości 1 505m n.p.m. Oczywiście w całym ferworze przygotowan zapomniałem zabrać kamienia spod swojego domu. I oto jestem już w Saint Jean de Port i uświadamiam sobie swoje niedopatrzenie. I oto godzinę później usiadłem na ławce z pięknym widokiem na okolice górską. Spoglądam w dól pod nogi i co widzę. Wszedzie pieknie przystrzyżona trawa, a tuż pod nogami leży kamień - nie za duży nie za mały. Tylko ten jeden żadnego innego. Nie miałem wątpliwości co to znaczy. Św. Jakub zatroszczył się za moje roztargnienie. Kamień mam w plecaku. Nie musze mówic gdzie go zostawię. To tyle na dziś. Buen Camino.