"Czy warto było??? Czy jest jeszcze taka droga na świecie???"
To pytania, które zostały mi zadane.
Czekam na lotnisku w Porto na swój samolot do Warszawy.
Tak, zacząłem już na te pytania odpowiadać na lotnisku. Przerwałem, żeby podejść do odprawy. Była duża kolejka, bo odprawa była do trzech lotów: do Londynu, Dorthmuntu i Warszawy. Resztę miałem dopisać w samolocie. I tu stało się coś czego do końca nie umiem wytłumaczyć. Cały dzień towarzyszyło mi poczucie, że mam dużo czasu i tak było.
I to poczucie jest powodem całego zamieszania. Po odprawie poszedłem zjeść kanapkę i tak jakoś się zasiedziałem - myśląc, mam jeszcze trochę czasu - że kiedy podszedłem do bramki wejścia na samolot było już za późno. Bagaż już wrócił na lotnisko. I niestety nie mogłem polecieć tym samolotem. Jeszcze w życiu coś takiego mi się nie przydarzyło. Już ochłonąłem z wrażenia i myślę, że wszystko jest po coś. Cały czas miałem wrażenie, że wszystko idzie tak jak zaplanowałam. Dokładnie. Więc jest to może tez nauka Camino. Nie bądź zbytnio zadowolony z siebie. Nie bądź pewny, że wszystko musi być tak jak chcesz. Po drugie, przyjmij wydarzenia z ufnością i spokojem ducha w pełnym zaufaniu Opatrzności, nawet wtedy - a może szczególnie wtedy - gdy cos idzie nie po twojej myśli. No cóż - bardzo to było nie po mojej myśli. Widocznie tak miało być. Czasem trzeba zaakceptować wydarzenia, które wynikają z twojej winy, zagapienia czy roztargnienia. Jutro w południe lecę do Frankfurtu, a następnie do Warszawy.
Koniec, było minęło, temat zamknięty.
A odpowiedź na te pytania postawione przez Was będzie Jutro, ale bez odwoływania sie do tego wydarzenia z dnia dzisiejszego.
Zdjęć nie ma bo dziś nie było za bardzo co fotografować.
Buen Camino.