Msze Święte:

w dni powszednie - godz. 7:00,18:00, 

w niedziele - godz. 9:00, 11:00, 16:00

 

Kancelaria Rzymskokatolickiej Parafii Trójcy Przenajświętszej w Kaszewicach czynna jest od poniedziałku do piątku w godzinach 17.00 - 19.00

Tel. 606324304

 

Adres:
Kaszewice 45
97-415 Kluki
tel. 606324304

e-mail: kaszewice.parafia@gmail.com

Numer konta:
BS Bełchatów,23896500082001001135660001

"O małpim rozumie przed Świętami"

Moi Drodzy, 
poniższy tekst z którym chcę się z Wami podzielić mówi o czymś czego może nawet sami w sobie nie zauważamy, a zagrożenie "Dostania małpiego rozumu na przedswiątecznych zakupach" zagraża nam wszystkim. Nad tym trudzą się całe zastępy ludzi wykorzystując wiedzę o ludzkiej psychice, aby nas ogłupić. Nie obrażajmy się, bo tylko pełna wiedza "jak to działa" pomoże nam zachować odrobinę zdrowego rozsądku i nie zatracić tego co w tym czasie naprawdę najistotniejsze. Z życzeniami, abyś w tym czasie "nie zamienił się z małpą na rozum" życzę miłej i refleksyjnej lektury. Pozdrawiam

- Ludzie wchodzą do tego udekorowanego świątecznie centrum handlowego, zewsząd atakują ich choinki, mikołaje albo jakieś reniferki, słyszą "Last Christmas" lecące z głośników, widzą te podniecone tłumy i wpadają w taki dziwny stan. Kompletnie wariują - o gorączce przedświątecznych zakupów opowiada Ania, która już ponad osiem lat pracuje w centrach handlowych. - Najgorsi są panowie, którzy przychodzą kupić prezent dla żony i kochanki - przyznaje.

Ania najpierw przez osiem lat pracowała dla popularnej marki odzieżowej w jednej z trójmiejskich galerii handlowych. Od kilku miesięcy pracuje jednak w innym centrum handlowym dla znanego sklepu bieliźniarskiego.

W ostatnią sobotę miałam wielką nieprzyjemność być w warszawskiej galerii handlowej Złote Tarasy i wyszłam bliska ataku paniki. Przeraziły mnie te tłumy robiące przedświąteczne zakupy.

Ania: To prawda. Rzadko kiedy kupujący w galeriach są tak nabuzowani, źli albo agresywni. A pierwsze symptomy przedświątecznej gorączki można zauważyć już w połowie listopada. Pojawiają się wraz z pierwszymi świątecznymi dekoracjami. Wtedy ludzie zaczynają kręcić się po sklepach w poszukiwaniu prezentów na mikołajki albo już pod choinkę. Jeszcze nie wiedzą, czego dokładnie szukają, ale już szukają.

Z czego to się bierze?

- Ludzie wchodzą do tego udekorowanego świątecznie centrum handlowego, zewsząd atakują ich choinki, mikołaje albo jakieś reniferki, słyszą "Last Christmas" lecące z głośników, widzą te podniecone tłumy i wpadają w taki dziwny stan. A kiedy zobaczą jeszcze do tego gdzieś wywieszkę "OKAZJA", to już kompletnie się rozpadają.

Czy to tylko moje wrażenie, czy rzeczywiście co roku te dekoracje wywieszają coraz wcześniej?

- Tak. Bo to przez nie ludzie coraz wcześniej zaczynają myśleć o świętach, a co za tym idzie: o prezentach i zakupach. Każdego ranka, jak wchodziłam w listopadzie do pracy i widziałam te ozdoby świąteczne, to czułam się winna, że jeszcze nie mam pomysłu na prezenty świąteczne dla dzieci. Miałam wrażenie, że jestem strasznie opóźniona, bo przecież święta ewidentnie tuż-tuż!

Te choinki to taki wyrzut sumienia, że jeszcze nie zrobiliśmy świątecznych zakupów?

- Pewnie. Gdyby nie te dekoracje, to bym wiedziała, że przecież do Wigilii jeszcze cały miesiąc i na pewno ze wszystkim zdążę. A tak... W sumie wcale nie dziwię się ludziom, że wariują.

Wariują, czyli...

- Chodzą, włóczą się, nie wiedzą, czego chcą - ale wiedzą, że coś na pewno - i wystarczy nawet bardzo niewielka zachęta ze strony ekspedienta. Biorą wszystko. Już przy ladzie zapytasz: "A może jeszcze podkolanówki?". Biorą. "I te skarpetki ładne może?". Też biorą. "A te wełniane...?". I tak można bez końca.

Kluczowe jest jednak słowo "okazja". Nawet nie "przecena". W sklepie z odzieżą, w którym kiedyś pracowałam, nigdy nie mieliśmy tzw. ustawianych przecen. Nie zdarzało się, że starą cenę przedstawialiśmy jako promocyjną. Wystarczyło dać, że coś jest "OKAZJĄ" albo "HITEM".

Wiem, sama się na to łapię.

- Ja też. Bo okazje mają to do siebie, że trzeba je chwytać. Bo więcej mogą się przecież nie powtórzyć, a to na pewno coś wyjątkowego! (śmiech) I tak oto towar, który gdzieś nam zalegał, wystawialiśmy z tą samą ceną, ale z oznaczeniem, że to "okazja", i po trzech dniach już go nie było.

To samo tutaj - to były najzwyklejsze białe podkolanówki. Założyłyśmy jedną parę na stopkę, resztę wrzuciłyśmy do kosza przy wejściu z tabliczką "OKAZJA" i nagle okazało się, że co drugi klient - dosłownie! - potrzebuje pary białych podkolanówek. Domawiać jeszcze trzeba było.

Dlaczego tak jest?

- Mamy dziś tyle sklepów, tyle towaru na półkach i wieszakach, że nie sposób to wszystko ogarnąć. Ludzie kupują więc głównie to, co przyciąga ich wzrok. A mało rzeczy na zakupach tak elektryzuje jak słowa: "przecena", "okazja" czy "hit". I przed świętami widać to jak w soczewce.

Jakie jeszcze przedświąteczne triki stosujecie?

- Kolekcje świąteczne. Do poprzedniego sklepu co roku przychodziły specjalne świąteczne kolekcje, szyte z droższych materiałów, np. jedwabiu czy kaszmiru. I one zawsze świetnie schodziły, bo ludziom przed świętami zależy na tym, aby kupować rzeczy "świąteczne". Więc czasem nam się wymsknie, że coś jest z takiej kolekcji, nawet jeżeli nie jest...

I klient to kupuje?

- Jasne! Teoretycznie nie powinno się kłamać, ale czasem się zdarzy. A zdarza się, bo na ten miesiąc mamy mocno wyśrubowane cele - są średnio dwa razy wyższe niż zwykle. Tu, gdzie teraz pracuję, w normalnym miesiącu utarg wynosi ok. 90 tys. Teraz nasz cel to 180 tys. W zeszłym grudniu utargowaliśmy ponad 200 tys. Jak na sklep handlujący głównie rajstopami to jest coś.

Te cele są tak wysokie przez święta czy zbliżający się koniec roku?

- Obie te rzeczy są ważne. Grudzień to miesiąc, w którym większość firm oczyszcza swoje magazyny z resztek. Ostatnio wychodziłam z pracy wieczorem - to było tuż przed mikołajkami - i byłam świadkiem takiej dostawy do sklepu bardzo znanej sieci odzieżowej. Ciężko to sobie wyobrazić, jak się tego nie widzi, ale to były olbrzymie kontenery z wielkimi paletami pełnymi głównie - jak podejrzewam - złogów magazynowych.

Takie złogi szybciutko się przemetkowuje i już ma się świeżutki, nowy towar, który można sobie postawić dumnie na środku sklepu albo przy wejściu z oznakowaniem "Kolekcja świąteczna". Dlatego przed świętami trzeba uważać na to, co wyłożone jest na środek sklepu. To są zwykle rzeczy, których sklep chce się pozbyć.

I na tym polega właśnie kolejny trik. W poprzednim sklepie pracowałam jako tzw. visual merchandiser i przechodziłam szkolenia z tego, w jaki sposób wykładać towar, by był jak najbardziej atrakcyjny, albo gdzie rozkładać rzeczy, jeżeli chcemy je jak najszybciej sprzedać. Idea jest bowiem taka, że ludzie chodzą po sklepie po określonych "torach", oglądają półki w określonej kolejności. Okazało się, że są takie punkty w sklepie, na które ludzie zwracają dużo większą uwagę niż na inne. Cokolwiek tam wyłożysz, masz pewność, że to szybko zejdzie. I nie ma znaczenia, czy to jakościowy towar, czy kompletny gniot.

Jak to działa?

- Jeżeli np. położysz taki gniot obok rzeczy, która świetnie się sprzedaje, to ten gniot sprzeda się razem z tą rzeczą. Do tej pory jest to dla mnie zagadka.

Brzmi to tak, jakby ludzie, wchodząc do sklepu, nie za bardzo mieli wybór.

- Ja niby o tych wszystkich sztuczkach wiem i powinnam być na nie uodporniona, a i tak przed wejściem do każdego sklepu muszę ze trzy razy sobie powtórzyć, czego konkretnie potrzebuję. Kupuję głównie dla swoich dzieci i przed mikołajkami siłą odciągałam się od półek, by nie wydać całej pensji. Naprawdę udało mi się to tylko cudem.

Rodzice to łatwy cel?

- Tak, strasznie łatwo jest ich naciągnąć. Przed świętami są tak napaleni - bo przecież chodzi o dzieci - że nie patrzą, że to nie ten kolor (bo co za różnica?), nie ten rozmiar (za parę lat dorośnie!), że to sukienka, a nie spodenki... Mówię ci, czyste szaleństwo.

Komu bardziej udziela się przedświąteczna gorączka - mężczyznom czy kobietom?

- Zdecydowanie paniom. Jak mężczyźni idą na zakupy, to przede wszystkim po to, żeby kupić coś sobie, bardzo niechętnie dają się namówić na coś dodatkowego i prawie nigdy taki spontaniczny zakup nie jest przeznaczony dla innej osoby.

Wyjątek to sytuacja, kiedy panowie przychodzą z listą od żony. I wtedy nie wezmą niczego, czego w wytycznych od żony nie ma. "Bo ryzykuję głową, proszę pani" - mówią mi wtedy. Ale jak już robią zakupy, to często życzą sobie zniżki. "Bez rabatu to ja nie kupię tej koszulki!". Tacy są przedsiębiorczy. My oczywiście żadnych zniżek dawać nie możemy, ale wyjątkowo ciężko to czasem wytłumaczyć...

A jak jest z kobietami?

- Zupełnie inaczej. Bardzo łatwo dają się przekonać, bo zdecydowanie częściej niż panowie myślą o innych. Coś im zaproponujesz i ich pierwszy odruch jest taki, że na pewno komuś się to przyda: "A to dla siostry będzie, bratanicy, córki, ciotki, a te wełniane skarpetki to koniecznie dla męża...". Panie przed świętami najczęściej wychodzą ze sklepu mocno obładowane, choć wpadły może tylko po jedną rzecz.

Co się potem dzieje z nieprzemyślanymi zakupami?

- Klienci tuż po świętach przychodzą do nas skruszeni i chcą towar zwracać albo wymieniać. A często nie da się tego niestety zrobić, bo na zwroty jest np. tylko tydzień. Ale w czasie szału zakupowego z jakiegoś powodu o tym w ogóle się nie myśli.

Jedna pani np. najpierw kupuje wszystko jak leci, a po świętach przychodzi z dziwną miną i mówi, że musi zwrócić dwie koszulki, bo jedna jest turkusowa, a druga pomarańczowa w groszki, a siostrzeniec chodzi tylko w czarnych, a poza tym nie nosi XL, tylko M... Albo przychodzi pan, który chce zwrócić koszule, bo on w koszulach nie chodzi, a żona kupiła mu cztery, i do tego wszystkie w paski...

Takich sytuacji jest mnóstwo.

A zdarzają się tacy klienci, którzy czekają do ostatniej chwili?

- Sporo jest takich osób. Pewnie dlatego centra są zawsze w Wigilię otwarte. To chyba jedyny dzień w roku, kiedy ludzie nie marudzą, nie snują się, nie kręcą nosem. Po prostu wpadają, wykrzykują od progu: "Szukam swetra dla 80-letniej babci, babcia nie lubi turkusowego!", pokazujesz im coś, a oni bez chwili wahania: "Dobra, dobra, może być, pani da dwa!". I już ich nie ma. Nawet się za siebie nie obejrzą.

Nie ma co narzekać na takich klientów.

- Najgorsi są panowie, którzy przychodzą kupować prezent jednocześnie dla żony i kochanki.

W jednym sklepie?!

- Pewnie, miałam sporo takich sytuacji. Z paniami nigdy - możliwe, że są po prostu bardziej dyskretne. Panowie jakby nie mogli się opanować. Wchodzi jeden dżentelmen i zaczyna: "Poproszę jakieś eleganckie rajstopy. Dla żony". Pytam o wzrost, a on na to, że za bardzo nie wie, ale "chyba taki jak tamta pani".

Jak już ma te rajstopy, to zaciera rączki i mówi: "No, to teraz coś dla mojej drugiej wyjątkowej pani! Też rajstopy, tylko jakieś takie seksowne poproszę!". I tu pan już bardzo dobrze zna wymiary, "wyjątkowa pani" jest o tyle wyższa, o tyle ma węższe biodra... I może koronka albo pończochy, albo co w ogóle teraz paniom się podoba! Wnioskuję, że takich zakupów to raczej dla córki nie robi.

I chyba lepiej, by mimo wszystko seksowną bieliznę kupował dla kochanki niż córki.

- Prawda. Co ciekawe, jak idzie o kochankę, panowie zawsze wydają więcej pieniędzy, choć na mniejszą ilość materiału. Taka zależność.

Teraz pracujesz w nieco bardziej ekskluzywnej galerii handlowej, do której przychodzą klienci z grubszym portfelem. Widzisz różnice między nimi a klientami tego poprzedniego centrum?

- Jest dużo różnic - poza takimi oczywistymi, że w tym poprzednim często zadawano mi pytanie, czy np. ten sweterek będzie przeceniony albo czy jest tańszy odpowiednik tej koszulki. W galerii, w której pracuję teraz, nigdy takie pytania nie padają. Główna różnica jest taka, że ci, którzy mają dużo pieniędzy, częściej są niemili. Nie uśmiechają się i traktują tych, którzy ich obsługują, jak... nie chcę powiedzieć "coś śmierdzącego", ale na pewno jak kogoś gorszej kategorii.

Przed świętami to wychodzi z ludzi jeszcze bardziej?

- Paradoksalnie w tym czasie z ludzi wychodzi to, co najgorsze. Bo przychodzą wydać dużo pieniędzy i czują się ważniejsi. I pytasz takich, czy możesz im w czymś pomóc, a oni obrzucają cię takim pogardliwym spojrzeniem: "A w czym pani mogłaby mi niby pomóc?!". Najgorsze jest to, że o ile normalnie byś na coś takiego odpowiedziała, to tu nie możesz.

Nie ma to jak świąteczny nastrój.

- Oj, nie masz pojęcia! Ludzie przed świętami niby powinni mieć dla siebie więcej ciepłych uczuć. Ale tak nie jest. Mnóstwo jest osób, które przychodzą kupować prezenty dla kogoś, kogo nie lubią, ewidentnie nie sprawia im to żadnej przyjemności i czują potrzebę, aby mi to zakomunikować. Pokazujesz im coś, a oni na to: "Nie. Coś brzydszego pani da, bo ona ma beznadziejny gust" albo: "A co ma pani najtańszego, bo ona na nic lepszego nie zasługuje?".

Ostatnio przyszło małżeństwo i się rozglądało po sklepie. Oferuję pomoc, bo wyglądają na niezdecydowanych. Proponuję, że może coś z naszej świątecznej kolekcji. Pani mówi, że nie wie, ale że to ma być na prezent. Pytam o rozmiar. Pani znów nie wie. I w tym samym momencie, w którym ja ją pytam, czy to dla kogoś, kto jest podobnej do mnie postury, jej mąż mówi: "No, one wszystkie są grube!". A potem pan na mnie patrzy i mówi: "No proszę pani, jeżeli ja mówię, że one wszystkie są grube, a pani pyta, czy to ktoś o pani posturze, to chyba ktoś tu jest nienormalny!".

Może on?

- Ale tego powiedzieć nie mogłam, więc to tylko obśmiałam. A potem okazało się, że kupują rajstopy dla jakichś "obrzydliwie grubych cioć", które wcale obrzydliwie grube nie były - oceniając po rozmiarze rajstop, które zakupili. Ale czego ja się musiałam nasłuchać... "O, fuj! A czy grube osoby powinny nosić rajstopy?", "A co w ogóle kupują grubasy?".

No i co ja mam na coś takiego odpowiedzieć? I tak właśnie świąteczny nastrój szlag trafia.

© 2017 Parafia pw. Trójcy Świętej w Kaszewicach
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
134 0.12337398529053